środa, 4 listopada 2009

Schizma

W poprzedni weekend wybrałem się do Centrum Sztuki Współczesnej na wystawę podsumowującą ostatnie dwadzieścia lat polskiej sztuki awangardowej , zatytułowaną Schizma. Ideą tej wystawy jak zrozumiałem z opisu, z recenzji w Gazecie Wyborczej oraz, oczywiście, oglądając kolejne sale ekspozycyjne, krytyczne spojrzenie wstecz. Zdaniem Wyborczej nieudane, bo przygotowane z pozycji podwładnego, zatem niekrytyczne, wręcz bałwochwalcze w stosunku do instytucji CSW, kreującej wybranych twórców (Kozyra, Libera, Żmijewski, Althamer, by wymienić tych których poznałem lepiej z lektury "Drżące Ciała"). Moim zdaniem dość rozwlekłe i przez to nudnawe. A jednocześnie niepełne, bo kluczowe dzieła zastąpiono zdjęciami i wideo. Dodatkowo opisy artefaktów były kojarzone z okresem transformacji ustrojowej i kształtowaniem się roli artysty w niepodległej Polsce, co wydaje się nieco absurdalne patrząc na treści dzieł (ale i sensowne, gdyby założyć że cechą wspólną tej sztuki była perwersja, spowodowana chęcią zaistnienia na wolnym rynku, (no bo nie zarobku)).
To co mnie najbardziej poruszyło to poród lalki Barbie i czynności poprzedzające - wstrząsające, pornograficzne i zabawne oraz zdjęcie nagiego gościa podwieszonego na trzech wałkach pod sufitem. Z przykrością odnotowuję, że oba ze względu na odczucia niemal fizyczne - w pierwszym wypadku dotyczące sposobu zabezpieczenia waginy przed czarną mazią, w drugim nieprzyjemności odczuwanych podczas takiego wiszenia.
Straciłem zaś wiarę w prace Zbigniewa Libery pt Lego Auschwitz, bo pomyślałem, że jest to pusta manifestacja. Owszem przemoc jest wszechobecna w zabawach dziecięcych, w rozrywkach dla dorosłych, klocki przedstawiające obóz można by potraktować jako apogeum, gdyby nie to że podjęcie tematyki nazistowkiej przenosi tę metaforę w obszar historii, przez co zapewnia miejsce artyście na światowych wystawach, pośród innych żałobników, ale nie doprowadza widza do katharsis. O ile ciekawsze są teksty Głowackiego w "Z Głowy" nt okropności świata.
W ogóle, po tej wystawie myślę, że sztuka jest najciekawsza, gdy opowiada prawdę, tak jak Olimpia Kozyry. I tu chyba jestem w całkowitej opozycji do takiego Dali, czy Nabokova, którzy każą podziwiać misterne konstrukcje genialnych artystów. I tu chyba też wychodzi moja chłopska natura ( o dziwo wypowiedziana dość dawno podczas inerwiev, gdy stwierdziłem że architektura mnie nie interesuje, bo lubię rozumieć istotę budynku, fakt faktem że jego istota w gruncie rzeczy nie jest materialna, ale to już zupełnie inna historia).

piątek, 22 maja 2009

Wojna polsko - ruska

W dniu premiery, na drugim z kolei seansie w kinie , wraz z 10 innymi, obejrzałem dzieło Xawerego Żuławskiego. Akcja nie podnosi ciśnienia, ale po wyjściu z kina o filmie wciąż się myśli. Genialna Sonia Bohosiewicz, wspaniały Borys Szyc (i jego dorodny on), podśmiewająca się z siebie Dorota Masłowska, akrobatyczne walki jak z Matrixa no i Polska - bloki, autobusy, lato i Polski Burger. Struktura filmu jak w powieści , która zawsze była dla mnie słowotokiem zestresowanej uczennicy, kończącym się jakby zapętleniem nerwowym, objawiącym się wyjściem poza przestrzeń narracji, gdy Silny jawnie przedstawiony jest jako figura - postać w rękach Masłowskiej. W filmie występuje narratorka - demiurg, są też przebitki z planu filmowego (jak w Tataraku Wajdy), a Silny ginie odłączony od prądu. Film jest po prostu zabawny, sytuację puentuje na koniec Dorota - o czym miała pisać, o łuszczącej się emalii, nie zapłacili by jej.