
Marek Krajewski, Lwowiak in operto, opowiada o swoim alter ego, komisarzu Popielskim. Poniża go i ośmiesza na wszystkich polach zarezerwowanych dla samców. Mimo to, a także mimo że już w połowie książki wiadomo, kto zabił, to czyta się to świetnie. A jednak, lekturę zamknąłem wkurzony. Jak taki uczony człowiek, jak pan Krajewski, jak taki miłośnik Lwowa, potraktował matematykę! Wykoncypował jakiś system kabalistyczny, w którym liczby wywiedzione z nazwiska, mówią o dacie i sposobie śmierci. A potem w gazetach piszą recenzje, że książce przewijają się postaci ze lwowskiej szkoły matematycznej. Brrr, Hugo Steinhaus, którego Kalejdoskop Matematyczny, jak niedawno odkryłem jest przodkiem wszystkich popularnych książek o matematyce, przewraca się w grobie.