wtorek, 31 lipca 2012

Chińczycy

Nie dokonczylam wczoraj,a dziś nowe wrażenia. Tak myśle, ze warto napisać o Chinczykach. Acha, przepraszam za błędy, literowki itp.pisze szybko i to jest przyczyna...w metrze wszyscy, dosłownie wszyscy, może poza staruszkami, ale tylko jedna widziałam, korzystają z telefonów komórkowych , gadają, oglądają filmy, bawią sie, coś ustawiają, totalne uzależnienie. Sklepów z telefonami, elektronika, zatrzesienie, i w każdym kilku kupujących :). Chinki praktycznie nie noszą biżuterii, wszystkie w krotkich spodniczkach, sukieneczkach, a do tego sandałki i ...skarpeteczki takie krotkie do kosteczki:) cienkie jak nasze polskie rajstopki...wielu obywateli ma wadę wzroku, a może te okulary na nosach to ozdoba?dzieci male noszone na rekach na pupkach maja majteczki i uwaga...tu wygrywa ekonomia, majteczki mają na szwie rozcięcie, więc nie trzeba wydawać pieniędzy na pampersy. W metrze bierze się malucha pod nogi, wystawia pupę i mały robi siusiu do smietnika, przysiegam:) na nas patrzą jak na kosmitow, a Kacper wzbudza powszechny zachwyt i uwielbienie, w sklepie go dotykają, podczas zwiedzania proszą o fotkę, a dziś, kiedy w chińskim barze spozywalismy obiad pan szanowny Chińczyk wykorzystał kamerę i sobie, na polecenie zony:), filmiczek z naszym udziałem nakręcił. Chyba nie dlatego, ze jedliśmy jakos niekulturalnie. Muszę dodać, ze nie jesteśmy w stanie sprawdzać, czytać, i poprawiać naszego bloga, bo strony europejskie są tu zablokowane, facebook rownież:) co jedzą chińczycy? W małych sklepikach w naszej okolicy mozna juz rano zakupic nabite na patyki szaszlykowe...uwaga...malutenkie myszki, golutkie i rozowe, male skorpiony, ktore zanim trafia na patyk i zostana upieczone spoczywaja, zywe, w malym akwarium, pan chinczyk zamieszal w akwarium, żeby pokazac nam , jaki ma swiezutki towar. Co jeszcze? Pająki, dosyc duże, swierszcze, jeżowce, rozgwiazdy, węże, larwy owadów, i czego żołądek głodnego chińczyka zapragnie. W restauracji moj syn z usmiechem wcinal dzioby kacze odpowiednio sprawone i chyba duszone, twierdził, że bardzo smaczne. Zastanawialam sie przez moment, czy te nogi owadow nie uwieraja chinczykow w gardziolka, a ich poszczególne elementy nie zostaja w tchawicy, czy innym miejscu jamy gębowej, bo pluja, charczą, chrząkają na potęgę i na ulicę:) . Trzeba się targować, ale jedzenie jest generalnie tanie, 2 świerszcze tłuściutkie 10 zł polskich na najdroższej ulicy Pekinu, za około 15 zł zjadamy kopę ryżu i kurczak w sosie słodko kwaśnym, za tę samą cenę inne dania-makaron z kurczakiem i warzywami, michę rosołu z mnóstwem pysznych pierożków, wszystko smaczne. Pierwszego dnia w restauracj wydalismy 190 zł za dania dla 7 osób, 2 ogromne talerze krewetek, gar zupy, i dla każdego miseczka, pierożki chińskie na parze, mięso, do dziś się zastanawiamy, czy to przypadkiem nie był osioł:), napoje dla dzieci, i 7 dużych butli chińskiego piwa. I tyle na dziś. Musze napisać jeszcze o zwiedzaniu Zakazanego Miasta i swiątyni Buddy, gdzie bardzo nas pilnowano, abyśmy nie robili zdjęć, a mój sprytny Mąż udawał, że nie wie, o co chodzi i pstryknął, tak z boku, ale jest:). Dziś calutki dzień padał deszcz, Chińczycy ubrani w lekkie stroje paradowali z parasolkami i w płaszczach. Pozdrawiam wakacyjnie wszystkich bliskich i przyjaciół z niezwykłego zakątka na kuli ziemskiej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz