czwartek, 9 sierpnia 2012

Dzień z TAJFUNEM HAIKU

Pada, pada bardzo mocno, momentami jest to ściana deszczu, calutki dzień i dodatkowo mocno wieje. Wyszliśmy po pożywienie, Kacper został, okazało się, że jest ciepło, obowiązuje strój letni plus peleryna, nasze crocsy wspaniale pasują na taką pogodę, mogą być japonki itp., natomiast pan Chińczyk, który założył trampeczki musiał je zdjąć i przemierzać kałuże gołymi chińskimi stópkami. Na ulicy służby miejskie kierują ruchem, dotychczasowy pas ruchu dla rowerzystów i skuterów zamienił się w rwący potok, można zdobyć połamaną parasolkę, bo takie leżą na ulicy, czyli wkurzony mieszkaniec Szanghaju chcąc pokazać swoją wyższość nad tajfunem haiku postanowił podążać wyznaczoną trasą w ulewnym deszczu i silnym wietrze bez ochrony:), a jeszcze wczoraj ta parasoleczka chińskiej produkcji, czytaj-niezwykle trwała, chroniła przed słońcem. Acha, i jest zdecydowanie mniej ludzi na ulicy. Był prikaz, że nie muszą Chińczycy udawać się do pracy, wiemy, że zamknięto linię metra numer 2, którą podążaliśmy na Pudong, czyli drugą stronę rzeki ze wspaniałymi, nowoczesnymi budynkami, oceanarium, i muzeum Nauki i Techniki, do którego jeszcze rano zerkając za okno planowaliśmy się wybrać. Wiemy, że nie odlatywały samoloty z Szanghaju, jak dobrze, że my wylatujemy w poniedziałek, a od niedzieli, według prognoz, ma świecić słoneczko. Pozdrawiamy wszystkich czytelników i przyjaciół, jeżeli jutro będziemy znów zmuszeni siedzieć w hotelu uzupełnię nasze relacje o opis wizyty w oceanarium, Świątyni Nefrytowego Buddy, i na 490 metrze wieży WFCS. Marcin zaproponował, żebyśmy umieścili na blogu informacje praktyczne, czyli hotele, ceny, dojazdy, itp., popracujemy nad tym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz