piątek, 3 sierpnia 2012

Szanghaj

Mamy duże zaległości w relacjonowaniu naszej przygody i podróży, ale wierzcie, że brakuje czasu, tyle się dzieje. Wczorajszy dzień to Summer Palace, rezydencja cesarzowej, powierzchnia 290 hektarów, ogrody, jeziora:), po jednym z nich udało nam się odbyć przejażdżkę rowerkiem wodnym, dodatkowo wyspa, piękna roślinność, pawilony, i mosty łączące wyspę z lądem. Coś niesamowitego, oczywiście wstęp płatny, rowerek wodny również, i nie sposób zobaczyć wszystko. Rano przeszliśmy Plac Tianan Men, mając nadzieję, że dostaniemy się do wodza Mao. Na placu tłumy Chińczyków, a kolejka większa niż w Rzymie do Muzeum w Watykanie. Tak wielbią Wodza:). Po południu , około 17.00 wróciliśmy do naszego wspaniałego Happy Dragon, pobraliśmy bagaże z przechowalni i sympatyczna Chinka zaprowadziła nas na dosyć ruchliwą ulicę w celu "złapania " taxi. Nie odbyło się to szybko, na szczęście to przewidzieliśmy, machaliśmy aktywnie, ale jeżeli 1km kosztuje 1 zł, a otwarcie drzwi 5 zł to wiadomo, że Chińczycy sobie takiego transportu nie żałują, u nas to luksus, tu codzienność. Udało się, pan kierowca zawiózł nas na dworzec, zainkasował 20 zł, w juanach oczywiście, podczas podróży splunął dwa razy przez szybkę, dobrze, że po swojej stronie:), jechaliśmy około 40 minut, a jaka cena!!!Nie pamiętam, czy pisałam-przejazd metrem kosztuje 2 juany, i nie jest istotne, ile zaliczasz przesiadek, wchodzisz, możesz jeździć cały dzień, oczywiście nie opuszczając podziemi i płacisz 1 zł, super. Wracam do relacji...dworzec w Pekinie taki, jak nasze lotnisko Chopina, i dodatkowo palmy rosną, i to 3, a może więcej, sklepy, restauracje, pięknie oświetlony, punkty informacyjne, zapytaliśmy o nasze przejście, na bilecie widniała cyfra 5, pani łamaną angielszczyzną coś odpowiedziała i machnęła ręką, powędrowaliśmy jak się okazało w dobrym kierunku, poczekaliśmy chwilę i ustawiliśmy się w kloejce do tzw. odprawy. Sprawdzono bilety i paszporty ,schodami ruchomymi zjechaliśmy na peron, tam nas powitała pani konduktorka grzecznie informując, że nasz wagon to 3. Pstryknęliśmy kilka fotek , bo często pociągiem nie podróżujemy, maszyna była dosyć urodziwa, przedział z łóżkami dla lekko śpiących- tu obowiązuje taka nazwa, bo mocno śpiący mają miejsca na korytarzu, ale takich pasazerów nie widziałam. Dla każdego kołderka, podusia, kapciuszki, Marcin zamienił się z sympatyczną Chinką, bo te, które wziął były troszeczkę za małe:), transakcji zamiany na kapcie pociągowe nie widziałam:), w przedziale 4 łóżeczka, dwa na górze i dwa na dole, te na górze tańsze. Z uwagi na fakt, że nasza familia to 3 osóbki, na dole łoża zajęli mama i synek, a na górze ojciec i mąż i ... współspacz pociągowy z Kazachstanu, a chrapał jak stary niedźwiedź. Mówił sprawnie w języku ojczystym, ale kiedy w nocy odebrał telefon nawijał po chińsku. A twierdził, że przyjechał zwiedzać Chiny:). Wyspani, ja dzięki malutkiej tableteczce od mamusi, wysiedliśmy o 7.00 w Szanghaju, czyli pokonaliśmy ponad 1300km, dotelepaliśmy się do naszego miejsca noclegowego, które nazywa sie hostel, ale warunki takie, jak w 4* na Krecie:), i śniadanko w cenie, a ta przystępna. Odpoczęliśmy, nabraliśmy sił i w porze lunchu wyruszyliśmy poznawać Szanghaj. I tu ciekawostka, dotarliśmy na targ, na którym sprzedawano ogromne ropuchy, siedziały sobie w takiej wannie, przykryte siatką, klientka poinformowała sprzedawczynię, że jedna z ropuch wydostała się i jacyś dzicy- czyli my, z błyskiem w oku ją fotografują. Pani handlarka wzięła taką łapkę, jaką my trzepiemy muchy i pokazała żabie, gdzie jej miejsce. Sprzedawano również węże, żółwie, gołębie, kury, kaczki, w każdym razie przestaliśmy być głodni:). Widziałam jak pewien Chińczyk tak po prostu zakupił pół kilograma węży, pani zważyła, troszkę brakowało i tak zwyczajnie dorzuciła kilka, tak jak u nas się dokłada pomidorki:), dodam, że te zwierzęta były żywe. Sprzedawano również rozmaitą zieleninę, ogromne cukinie, jaja, Marcin zauważył, że nawet jakieś przestarzałe można zakupić, bo takie mocno brązowe były. Niesamowite, ale szkoda tych żywych organizmów, zupę z żółwia w menu widziałam, ale z żaby jeszcze nie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz